piątek, 31 grudnia 2010

Madera - wszędzie pod górę

     Zima jest zdecydowanie chorym pomysłem dlatego trzeba od niej uciekać jak tylko zdarzy się okazja.
Tym razem wypadło na Maderę. Już sama temperatura - ok 20st C powinna wystarczyć za wszelki komentarz, dodając do tego fakt, że jest to wyspa bez skrawka płaskiej powierzchni ( nie licząc płaskowyżu na wysokości 1500m n.p.m) robi się bardzo interesująco. Nie na darmo nazywana jest Wyspą wiecznej wiosny - dosłownie zieleń wylewa się z każdej strony.






Zabranie ze sobą roweru szosowego było trochę nietrafionym pomysłem (pomimo kompaktowej korby i dość miękkiej kasety) ponieważ nie było szans na spokojną jazdę w tlenie, drogi są tam jednym wielkim interwałem. Niestety miejscowi policjanci nie potrafili zrozumieć podstawowych zasad cyklu treningowego ;) i bezczelnie wywalili mnie z autostrady.


Pozostała droga alternatywna która na najbardziej płaskim odcinku wzdłuż wybrzeża na 35km miała ponad 900m podjazdu.
Jedyna wyprawa na dłużej tj. około 3h kosztowała mnie sporo zakwaszenia.


Mimo pewnego niedosytu rowerowego, reszta wrażeń w pełni to rekompensowała. Wyspa jest pełna zapierających dech widoków, 400 metrowe klify, piękne urwiste doliny porośnięte soczystą roślinnością, powulkaniczne skały na brzegach oceanu, no i to co najlepsze - pyszna kuchnia pełna ryb, owoców, warzyw i śmiesznego okrągłego chleba krojonego w poprzek i smarowanego masłem z czosnkiem i ziołami.
Słynne lokalne wino zwane MADERĄ

Pachnący świeżymi owocami targ

Spacer na najwyższy szczyt na wyspie PICO RUIVO 1862 m n.p.m - piękne widoki

W dole ledwo widać miasteczko
Nie tylko nam się tam podobało
Szopka po Maderyjsku
Doborowe towarzystwo Yeti's Family
Świat bez kawy by nie istniał ;)

Świąteczna ątmosfera

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU DLA WSZYSTKICH :)

piątek, 8 października 2010

Sezon 2010 zakończony

Sezon miał się skończyć w Karpaczu na finałowej edycji BM, ale niestety plany się trochę zmieniły z powodu grypy, której nie udało mi się przesunąć o jeden dzień.
W Świeradowie jechało się świetnie i mimo pierwszego w sezonie (i ostatniego ;)) laczka - 7 miejsce w M3.
Ale wieczorem już przestało być fajnie i nocka ostatecznie przesądziła o zakończeniu sezonu dzień wcześniej.
W niedzielę wystąpiłem w roli fotografa. A było co fotografować. Karolina poszła na całość i wygrała wszystko co mogła: 1 miejsce K3 w Świeradowi, Karpaczu i w Generalce
Plan na rok 2010 został wykonany:
9 miejsce w klasyfikacji generalnej BM
2 miejsce w klasyfikacji generalnej Bike Cross Maraton Wielkopolska

fotki karpacz:
pojawiła się nawet Mistrzyni Świata Maja Włoszczowska

źródełko po maratonie

w swoim żywiole: 1 miejsce K3 - Karpacz

1 miejsce - Klasyfikacja generalna

Trochę statystyk :)

19 startów
11800km (od listopada 2009 do końca września 2010)
6 miejsce M3 11open - BM Kraków
6 miejsce M3 12 open - BM Ustroń
3 miejsce open - Hermanów
3 miejsce open - Zielonka
3 miejsce open - Gniezno (mega)
2 miejsce open - Połczyn (mini)
68 miejsce open - Riva del Garda (grande)
Gniezno

Hermanów

Kraków

Połczyn

Suchy Las

czwartek, 7 października 2010

Nad pięknym modrym Dunajem - cytat moskita

Sezon się skończył - czas odrobić zaległości
Lipiec 2010
Jak za dawnych dobrych czasów, nie patrząc na tętno ani na rozpiskę treningów - po prostu szwędałem się przez tydzień podziwiając widoki, delektując się singielkami, tego mi było trzeba :)
No może trochę przesadziłem z pysznymi czekoladkami i ciastecznami ze słynnych węgierskich cukierni


Ale było warto.
Karolina przyjechała z zamiarem startu w słynnym Duna Marathon (5 miejsce w kategorii) - przyznam że zarówno organizacja jaki trudność trasy wywarły na mnie spore wrażenie. Przejechałem się niektórymi odcinkami w ramach wycieczek i nie było łatwo.
Może nie było strasznie długich podjazdów ale za to trzeba sobie było przypomnieć trochę techniki.

miasteczko festiwalowe


nad Dunajem



miasteczko Szentendre





Węgrzy lubią ostro!!!



Dunaj i dziwny stateczek

Muzeum marcepanu - podobno można zrobić wszystko

i jeszcze więcej :(

Camelbak służy do picia - wszystkiego trzeba uczyć

Ale zapał ma - to dobrze :)

Piękne miejsce na wypad z rowerkiem, jest gdzie pojeździć i pozwiedzać, tylko komarom tam też się podoba - bardzo się podoba, są ich tam miliony.....

piątek, 28 maja 2010

Giro d'Suchy Las

Ponieważ los w tym roku nie jest zbyt łaskawy dla uczestników maratonów mtb (jak nie spadnie samolot to wielka woda przyjdzie :( ), zostałem "zmuszony" do startu na szosie. Do przejechania 12 kółek po 7km, start przy straży w Suchym Lesie, podjazd na Morasko, Przejazd koło Hacjendy i z powrotem obok rynku. Różnicę zobaczyłem już na samym starcie, w mtb wszyscy zwarci i gotowi ruszają jak z procy a tutaj sędzia wychylił sie z za lini startu szepnął "no to start" i wszyscy leniwie ruszyli. Ponieważ był to mój pierwszy w życiu start na szosie czułem się jak żółtodziób i szybko się przekonałem że nie bez powodu. Wrażenie jazdy w sześćdziesięcioosobowej grupie jest niesamowite, szum opon i szybkość której się w ogóle nie czuje, dopiero na zakręcie nie wiadomo co robić jak goście zaczynają napierać z boku. Na 4 okrążeniu grupa rozdzieliła sie na dwie mniejsze i chwila nieuwagi  spowodowała że nie było już szans na dogonienie czołówki. Z tych co zostali nikt nie kwapił sie do pogoni a sam nie miałem najmniejszych szans. Jedynym pocieszeniem jest fakt że nie dostałem dubla

piątek, 14 maja 2010

MARATON ZDZIESZOWICE

Wreszcie, jakieś normalne ściganie. Traska super jak w zeszłym roku, lekkie modyfikacje na początku. Na 200 metrach różnicy wysokości zrobili 1550 metrów podjazdu, błotko dało się we znaki, czyli było fajnie. Góra Świętej Anny zdobywana była ze wszystkich możliwych stron. No i na deser 9 miejsce w M3 zaczyna się podobać :)

czwartek, 6 maja 2010

RIVA DEL GARDA - MEKKA ROWERZYSTÓW

Monte Brione

Kiedy pierwszy raz pojechaliśmy nad Gardę w 1999r od razu wiedziałem, że to jest to!
Idealne położenie i punkt wypadowy na nieskończoną ilość szlaków o dowolnej nawierzchni (od asfaltu przez szutry, po luźne kamloty) i dowolnym nachyleniu. No i maraton jakiś taki inny niż u nas. Pomijając ultraniefizjologiczną godzinę startu: 7.45. 
Na początek 15km podjazdu z 66m na 1145m - taka sobie rozgrzewka, później tyle samo zjazdu trochę płaskiego i jeszcze jeden podjazd. W sumie 2705m przewyższenia. Dystans 87km. No i czas o 50min lepszy niż w zeszłym roku - to się podoba :)


Na twarzy skutki przyczepności na zjazdach i ostrych krzaków


Rozjazd po maratonie


MARATON WROCŁAW - NIEKOŃCZĄCA SIĘ OPOWIEŚĆ

Pierwszy maraton w sezonie i od razu można się załamać. Jak by ten post miał wyglądać tak jak maraton to czytający go (jeżeli tacy są ;) ) zasnęliby w połowie. Nuda, nuda jak w polskim filmie. Mimo zmiany trasy było płasko i tyle.... Jedynym pocieszeniem jest trochę lepsze miejsce niż w zeszłym  roku (16-M3). Mam nadzieję że w górach będzie lepiej. Tylko trzeba tyłek doprowadzić do stanu używalności bo jazda po karczowisku bardzo go nadwyrężyła.
 
web stats stat24